Strona główna
Coaching kariery
O mnie
Blog
Partnerzy
Oferta
Aktualności
Newsletter
For English speakers
Kontakt
Maj, 2010
Blog

RSS
www.zmianapracy.pl
2010/05/26 13:21:39
Kontynuacja tego blogu na www.zmianapracy.pl - zapraszam!
O czym pamiętać zmieniając zawód, karierę, pracę ?
2010/05/26 13:21:15

Zmiana zawodowa to zjawisko, które dotyczy prawie każdego na dzisiejszym rynku pracy. I warto do takiej sytuacji być przygotowanym, bo będzie zdarzać się coraz częściej.

Niektórzy po przepracowaniu kilku(nastu) lat zmieniają swój zawód lub ścieżkę kariery na taką, która będzie ich bardziej "kręcić". Czasem jest to zwyczajnie zmiana branży lub miejsca pracy - z własnej inicjatywy lub z powodów niezależnych. Coraz więcej osób rozważa odejście z pracy w korporacji i założenie własnego biznesu. Wielkim wyzwaniem, które jest także zmianą zawodową, jest powrót na rynek pracy po przerwie.

Jak sobie radzić w tym trudnym procesie, żeby osiągnąć to, co się chce, w możliwie jak najkrótszym czasie i przy optymalnym zaangażowaniu zasobów finansowych?

Kilka lat temu ja także stałam przed zmianą w karierze. Poszukiwałam pomysłu na siebie, chciałam pracować i jednocześnie nie być tylko weekendową mamą trojga małych dzieci. Ważne było dla mnie, żeby robić coś w pracy, co będzie miało sens, i dla mnie, i dla innych. Potrzebowałam pomysłu jak wykorzystać wcześniejsze doświadczenia zawodowe i swoje talenty (najpierw w ogóle się przekonać, że takowe posiadam!) oraz w jaki sposób realizować nowe pasje. Może w innym miejscu opiszę szczegółowo historię swojej zmiany i jak to się stało, że zajęłam się coachingiem kariery. Teraz chciałabym się skoncentrować na paru punktach, które mi się nasuwają w związku z samym procesem, o których warto pamiętać.

1. Nastawienie. To podstawa powodzenia w przypadku każdej zmiany, po ang. mindset (jedno z moich ulubionych słów...;). Może to wydać się truizmem, ale na każdym kroku zauważam potrzebę pracy nad nastawieniem w procesie zmiany zawodowej. Co sprzyja realizacji celu? Przede wszystkim pomaga pozytywne podejście - wiara, że spotkają mnie w życiu dobre rzeczy. Warto przyjąć postawę partnera, człowieka dysponującego zasobami - "nawet, gdy szukam pracy, mam coś do zaoferowania pracodawcy", "nie jestem ofiarą".

2. Świadomość celu i koncentracja na nim. Jeśli jesteś na początku drogi, to przed tobą najpierw odkrycie nowej ścieżki, a potem zaplanowanie dotarcia do niej. Im lepiej widzisz cel, tym szybciej go osiągniesz. Czasem zdarza mi się słyszeć, że ktoś zmieniający pracę "nie chce się ograniczać". Ale czy koncentracja na celu jest ograniczaniem się? Która ścieżka doprowadzi Cię szybciej do celu: szerokie podejście i rozważanie tego, co oferuje rynek czy odszukanie celu w sobie? W sytuacji wahania warto określić sobie na początku kilka alternatywnych celów i do każdego zaplanować odpowiednie działania. Jeśli masz jasną wizję tego, co chcesz osiągnąć, to czego szukasz, także szuka ciebie.

3. Wytrwałość. Potrzeba zaakceptować fakt, że zmiana nie zajdzie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na wszystko potrzeba czasu i wysiłku. I w wielu przypadkach ten proces powinien być dość długi, żeby zmiana była rzeczywiście na lepsze.

4. Przyzwolenie na odczuwanie emocji. W procesie zmiany zawodowej mogą pojawiać się momenty uniesienia, ale i kryzysy. Towarzyszyć temu mogą uczucia, takie jak rezygnacja, lęk, depresja, smutek, złość, strach, poczucie winy. Jeśli zaakceptujesz je, jako normalną część naszego życia, będą działały na twoją korzyść, przynosząc ci ważne informacje.

5. Wsparcie otoczenia. Otaczaj się ludźmi, którzy stanowią dla ciebie wsparcie, w miarę możliwości pomagaj innym, poznawaj nowe osoby, proś o pomoc. To ważne: nie izoluj się! W procesie zmiany pracy lub kariery, podstawę stanowi networking, w którym nacisk położyłabym na budowanie relacji. Jeśli nawiążesz zdrowe relacje z innymi i będziesz je pielęgnował, to te kontakty będą dla ciebie wartością nie tylko w trakcie zmiany zawodowej, ale w całym dalszym życiu.

6. Aktywności, które sprawiają ci przyjemność. Podejmuj działania, które lubisz i w ten sposób dbaj o siebie. Im więcej takich czynności będziesz wykonywał, tym lepsza będzie twoja forma fizyczna i psychiczna. Ja przygotowując się do zmiany zawodowej, zaczęłam się uczyć włoskiego, bo o tym od dawna marzyłam. Lubię poznawać nowe rzeczy, uczyć się języków obcych, a dodatkowo lubię kontakty ze współkursantkami. Odczuwanie przyjemności to ważny wskaźnik tego, w czym jesteśmy dobrzy, co nam wychodzi i co może być naszą mocną stroną. Stąd polecam podejmowanie, a czasem na nowo odkrywanie, wszelkich działań, które wywołują w nas pozytywne odczucia.

To tylko kilka wybranych punktów, ale w moim odczuciu niezwykle istotnych. Jeśli masz komentarz do tego, co napisałam lub chcesz się podzielić swoim osobistym doświadczeniem, zapraszam do wpisania się na blogu.

Jak kształtować pasje u dzieci - o metodzie Suzuki - pierwotna publikacja 2010/01/18 15:03:09
2010/05/26 13:20:52

Dziś o ważnej roli kształtowania pasji u dzieci w procesie wychowania i o metodzie Suzuki, której jestem gorącą zwolenniczką.


Jako coach kariery czasem rozmawiam z ludźmi dorosłymi, którzy w młodości zostali "ukierunkowani" przez rodziców, w najlepszej wierze, żeby było im dobrze w życiu, żeby mieli na chleb, ale czasem niezgodnie z ich wewnętrznymi pasjami, motywacjami i zainteresowaniami. W efekcie, po latach dochodzą do wniosku, że czują się niespełnieni, nieszczęśliwi, czasem wręcz wyrażają potrzebę radykalnej zmiany swojej kariery zawodowej.

Jako mama trójki dzieci, stosunkowo jeszcze małych, mam okazję z bliska przyglądać się dziecięcym fascynacjom i marzeniom. Wiem, że to już w dzieciństwie wszystko się zaczyna i w dużej mierze to od odpowiedniego wychowania zależy, jak potem ułoży się życie młodego człowieka. Być może moje zainteresowania zawodowe sprawiają, że rozmowy o tym, co sprawia nam przyjemność, w czym się dobrze czujemy, co nas fascynuje, często toczą się w naszym domu. Jestem świadoma, że oboje z mężem jesteśmy na początku tej ścieżki - co zadziałało w wychowaniu, a co nie, będziemy mogli stwierdzić kiedyś po latach. To co możemy zrobić teraz, to podążać za dziećmi w ich zainteresowaniach i zabawach, a także tworzyć środowisko, w którym mogą się jak najlepiej rozwijać. Czasem zwyczajnie nie przeszkadzać maluchowi lub nastolatkowi w realizowaniu siebie. Ale nie tylko to. Okazuje się, że i my sami możemy te pasje dzieci podzielać, czerpać z nich radość i przez to wzajemnie się wspierać.

Taką wspólną przestrzenią w przypadku mojej rodziny okazała się muzyka. Wszystko zaczęło się od tego, że 4 lata temu moja najstarsza córka zapragnęła grać na skrzypcach. Sama nie mając z tym absolutnie żadnego doświadczenia, zaczęłam szperać po internecie zastanawiając się, jak mogłabym jej w tym pomóc. Objawieniem okazała się szkoła Suzuki (nie mylić z marką samochodu, motocykla czy producentem sprzętu elektronicznego ;). Jest to filozofia kształcenia talentu u bardzo małych dzieci (nawet 2-3 letnich) w oparciu o metodę Języka Ojczystego, której twórcą jest Shinichi Suzuki - światowej sławy japoński skrzypek i pedagog.

Metoda Suzuki zakłada, że:
1) każde dziecko może nauczyć się grać na instrumencie,
2) rodzic uczy się grać razem z dzieckiem,
3) proces uczenia się odbywa się poprzez oswajanie, osłuchiwanie się z muzyką (niepotrzebne są nuty, przynajmniej na początku),
4) następuje naturalne modelowanie zachowań przez rodziców czy rodzeństwo,
5) ważniejsze jest wzmacnianie niż ocenianie, chwalenie niż krytykowanie, zabawa niż "przykręcanie śruby". 

"Moje serce przepełnione jest pragnieniem, by uczynić wszystkie dzieci na świecie dobrymi, szczęśliwymi ludźmi o nieprzeciętnych zdolnościach. Całe życie i energię poświęciłem temu celowi. Odkryłem bowiem, że każde dziecko, bez wyjątku, rodzi się z takim samym potencjałem."

- z książki S. Suzuki "Karmieni miłością" - wyd. Centrum Rozwoju Uzdolnień, W-wa, 2003.

To, co mnie urzeka w tej metodzie to fakt, że dzięki muzyce wszyscy stajemy się lepsi, i dzieci, i rodzice, i słuchacze. Właściwie dla każdego taki proces nabywania sprawności w graniu na skrzypcach, na fortepianie, gitarze, czy jeszcze innym instrumencie, w zależności od preferencji, przynosi wiele korzyści. Dzieci przekonują się o swojej sprawności, nabywają pewności siebie i wiary we własne umiejętności, uczą się wytrwałości i dyscypliny, rozwijają swoją wrażliwość, uczą się pokonywać tremę podczas publicznych wystąpień, co mogłam obserwować wczoraj na koncercie fortepianowym Suzuki, gdzie wśród występujących po raz pierwszy była nasza średnia córka...

Rodzice z kolei pokonują swoje ograniczenia, często realizują marzenia z lat dziecinnych, mają okazję do dzielenia pasji z dzieckiem, uczą się systematyczności, rozwijają swoją wrażliwość, ale także otwartość na zmiany, bo uczą się czegoś zupełnie nowego, często na początku patrząc sceptycznie, bez wiary w swoje możliwości. Co ciekawe, dość szybko okazuje się, że jest to obszar, w którym dziecko może być lepsze od rodzica, może być nauczycielem mamy lub taty, co jest akurat moim osobistym, bardzo cennym, doświadczeniem.

Metoda Suzuki rozwijania zdolności jest popularna od wielu lat w Japonii, Europie Zachodniej, w Stanach Zjednoczonych i innych częściach świata. Do Polski dotarła bodajże 8 lat temu i intensywnie się rozwija (http://www.suzuki.edu.pl/). I nie chodzi tu, tak jak przyjęło się w szkołach muzycznych, o kształcenie wirtuozów, ale wychowanie dzieci na dobrych ludzi -"jeśli dziecko od dnia narodzin słyszy piękną muzykę, a później uczy się grać, będzie wrażliwe, zdyscyplinowane i wytrzymałe. I będzie miało piękną duszę...Gdyby wszystkie narody tak właśnie wychowywały dzieci, może nie byłoby wojen" (S.Suzuki).

A jakie są twoje odkrycia związane z kształtowaniem pasji ? Zapraszam do podzielenia się swoimi przemyśleniami.

Kiedy praca spotyka się z pasją - pierwotna publikacja 2010/01/13 09:57:00
2010/05/26 13:20:25

Spośród wielu fascynujących tematów łączenie pasji i pracy jest czymś, co pociąga mnie szczególnie.

Lubię spotykać ludzi, którzy są pasjonatami w tym, co robią, rozmawiać z nimi, obserwować, na czym polega ich unikalność. Myślę, że nie jestem w tym szczególnie odosobniona. Pasjonaci po prostu przyciągają innych ludzi do siebie jak magnes.

W niedzielę byłam z córką w warszawskiej filharmonii na koncercie dla dzieci prowadzonym przez Ciocię Jadzię. Koncert był jak zawsze świetny, piękna muzyka w klimacie karnawałowym, sala pełna maluchów wraz z rodzicami, dziadkami, nauczycielami - ale nie o koncercie chciałabym tu napisać, a o osobie, która te koncerty przygotowuje i prowadzi. W tym roku pani Jadwiga Mackiewicz obchodzi jubileusz 50-lecia pracy - i w tym co robi, widać ogromną pasję. Ostatni koncert był dla mnie i kilku jeszcze osób o tyle szczególny, że udało się nam z dziećmi odwiedzić ją za kulisami, poprosić o autograf i zamienić parę słów. Bardzo miłe doświadczenie - jestem pod wielkim wrażeniem jej osoby.

O swojej pracy pani Jadwiga mówi po prostu - "to nie praca, to przyjemność". I to jest pierwszy, podstawowy, warunek: zajmować się czymś, co się lubi, co stanowi źródło prawdziwej wewnętrznej satysfakcji. Drugi warunek, ściśle związany z pierwszym, to być w tym dobrym, osiągać ponadprzeciętne rezultaty, co często jest naturalnym następstwem odczuwania przyjemności. Ale to nie wszystko. Potrzebna jest jeszcze postawa dzielenia się tym, co mamy w sobie najlepszego i unikalnego - z innymi ludźmi. Gdy obserwowałam Ciocię Jadzię jak podpisywała dzieciom programy, to przychodzi mi na myśl jeszcze jedno słowo - służenie innym. W tym zawiera się też odpowiadanie poprzez swoją pracę na realne potrzeby ludzi czy szerzej ludzkości. Z miłością... Robić coś ważnego społecznie, a w przypadku pani Jadwigi popularyzowanie muzyki i kształtowanie wrażliwości muzycznej najmłodszych, jest tym z pewnością, i w tym mieć postawę służebną. To jest moment, w którym praca spotyka się z pasją i rodzi się misja. Może temu towarzyszyć sukces, sława, popularność, ale to misja nadaje sens życiu i pracy. Dostarcza pasjonatowi niespożytej energii i wytrwałości w działaniu. I to prawdziwie przyciąga...

O wdzięczności - pierwotna publikacja 2010/01/07 15:48:26
2010/05/26 13:20:03
Podjęłam decyzję. Rozpoczynam swój blog. Witam Cię bardzo serdecznie i zapraszam do lektury.

Do pisania bloga trzeba dojrzeć. Dla mnie widocznie przyszedł teraz ten moment, w którym chcę się dzielić swoimi przemyśleniami z innymi. Chciałabym pisać o moich fascynacjach i inspiracjach związanych z coachingiem kariery, którym się zajmuję zawodowo, ale także o codziennych sprawach wywołujących emocje i przemyślenia, które pomagają w odkrywaniu i świadomym podążaniu ścieżką życia.

Czasami zdarzają się takie momenty, że doświadczasz czegoś większego niż Ty sam. Bez wątpienia są ważne. Stajesz przed problemem i przez chwilę wydaje Ci się, że nie masz wyjścia. Tymczasem to pewnego rodzaju próba. To może dotyczyć wielkich rzeczy, ale i takich zwykłych, codziennych.

Dziś w ciągu dnia pojechałam coś załatwić do centrum Warszawy. Nie było gdzie zaparkować, więc postawiłam samochód poza miejscem parkingowym - dosłownie na parę chwil. Wracam, a samochód mam zastawiony przez inne pojazdy, z przodu i z tyłu, zderzak w zderzak. Wsiadłam do samochodu i myślę: za 40 minut mam ważne spotkanie w innej części miasta, a tu klops... Żaden z kierowców samochodów, które mnie zablokowały nie pojawia się, nie bardzo mogę wezwać pomoc drogową, co tu robić?

Pierwsza myśl - skupić się na wyobrażeniu, że za chwilę nadejdzie właściciel samochodu, który jest przyczyną mojego kłopotu. Koncentruję się przez parę chwil, ale nic się nie dzieje.
Druga myśl: networking. Idę zapytać o radę pana, który pilnuje strzeżonego parkingu nieopodal. Może są jakieś sposoby wywołania właściciela samochodu, który tak mnie urządził. Zaczynamy rozmawiać, ale nie bardzo widać jakieś rozwiązanie. Idę popytać do pobliskiego budynku, do ochrony. Też natrafiam na osobę ogromnie sympatyczną, ale rozwiązania nie widać. Czas mija. Samochodu nie zostawię, spotkania nie chciałabym przekładać. Z pomocą przychodzi pan parkingowy. Proponuje, żebym zostawiła mu kluczyki, a on odstawi mój samochód w bezpieczne miejsce, gdy tylko pojawi się właściciel Matiza. Czy mam się zgodzić? Waham się przez chwilę, ale nie mam wyjścia. Wymieniamy się numerami telefonów i modlę się, żeby wszystko się powiodło. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaufać temu panu. Za chwilę wsiadam do taksówki i czuję ulgę.

Potem bardzo serdecznie dziękowałam mojemu wybawcy. Pan parkingowy był też bardzo zadowolony, bo uchronił mnie przed przykrymi konsekwencjami. "Trzeba sobie pomagać" stwierdził tylko. Teraz, kiedy wróciłam do domu i usiadłam do komputera, nadal jestem wdzięczna za pomoc. Dobrze, że są ludzie, którzy tak myślą i są otwarci na innych.

Jakie wnioski z tej historii? Można by tu wiele napisać. Na przykład, że przyciągamy podobne, że jeśli sami jesteśmy pozytywnie nastawieni, to znajdzie się rozwiązanie. Że ludzie są chętni do pomocy i są przyjaźni w większości przypadków. I na tym polega networking ;) Że ważne jest, żeby poprosić o pomoc i zaufać komuś drugiemu - bo wtedy otwieramy się na rzeczywistość większą niż my sami.

I jeszcze jeden wniosek, oczywiście należy unikać stawiania samochodu w niedozwolonym miejscu ;)

5 razem elementów